Startowa FUN&HOBBY opowiadania Promyczek jutrzenki

Promyczek jutrzenki

32 min read
0
1
635

Promyczek Jutrzenki
Jak każdego ranka cała rodzina Koseckich siedziała w ogromnej ale bardzo przytulnej jadalni, z której rozciągał się widok na całą stadninę koni. Miejsce to było magiczne. Każdy, kto zawitał do Oleszówki, od razu zakochiwał się w tym pięknym zakątku. Miejsce to było wymarzone dla każdego, kto kocha przyrodę, zwierzęta i samotność. Tak samotność, bo tak właśnie czuła się Ewa, najstarsza i właściwie teraz jedyna córka państwa Koseckich. Ewa miała starszą o trzy lata siostrę Alicję. Niestety parę lat temu, kiedy Ewa była jeszcze mała, Alicja zginęła tragicznie. Od tamtej pory minęło sporo czasu ale Ewa ciągle czuła pustkę, którą nikt i nic nie mogło wypełnić. Jak co rano siedzieli przy dużym dębowym stole, tak starym jak cała stadnina. Hodowlą rzadkich ras w tej rodzinie zajmowano się od ponad stu lat. Wierzchowce z ich stadniny są znane na całym świecie, a nazwisko Kosecki budzi podziw i szacunek wśród hodowców. To jednak nie robiło na Ewie żadnego wrażenia, sercem była daleko od Oleszówki, Ostoi, a nawet od swojej rodziny. Choć nigdy tego nie mówiła, to jednak w głębi duszy czuła niewypowiedzianą złość do tego miejsca. Może to dlatego, że właśnie tu zginęła jej ukochana siostra, jej jedyna prawdziwa przyjaciółka…
Przecież gdyby wtedy nie pobiegła do stajni, ratować tego głupiego konia, nic by się nie stało i byłaby może tu ciągle ze mną, jak kiedyś – ta myśl budziła ją co rano i dręczyła przez cały dzień. Do dziś pamięta tą burzową noc, kiedy nadeszła potężna nawałnica, gdzie błyskawice rozrywały czarne niebo. To wtedy Alicja zerwała się z łóżka w środku nocy i pobiegła ratować konia uwięzionego w starej stajni. Konstrukcja ponad stu letniego budynku nie wytrzymała i runęła pod ciężarem walącego się drzewa. Alicja została przywalona przez stare deski razem ze swoim ukochanym koniem Irysem. Ten widok, wyraźny jak zdjęcie, powraca do Ewy za każdym razem, kiedy wygląda przez okno i patrzy na nowy budynek stojący na zgliszczach tamtych wydarzeń. Teraz, mieszając już zimną herbatę, Ewa smutnymi oczami spojrzała na ojca. Pan Ireneusz popijał powoli kawę, którą tak zaparzyć umiała tylko jego żona Natalia. Ich małżeństwo było nadzwyczajne i nieprzeciętne jak na te czasy. Pani Natalia zawsze powtarzała, że połączyła ich wielka pasja i miłość do koni. Pan Ireneusz przejął po swoim ojcu hodowlę i teraz razem z żoną oddali całe swoje życie, tym niezwykłym stworzeniom. W zasadzie wszystko byłoby piękne i idealne gdyby nie ciągłe problemy z Ewą. Państwo Koseccy kochali córkę nad życie, zrobiliby dla niej wszystko. Nie mogli jednak zrozumieć jednego, że Ewa jest tu zwyczajnie nieszczęśliwa. Nie obchodziła ją stadnina, ani co się w niej dzieje, przede wszystkim nie czuła nic do koni, nic oprócz niechęci. -Przywiozą dziś nowego konia kochanie – oznajmił z radością Pan Ireneusz. -Naprawdę? To wspaniale – odrzekła Pani Natalia -Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? -Hmm nie mówiłem, bo to niespodzianka –Niespodzianka? – ironicznie zapytała Ewa – Jaka to może być niespodzianka? Macie tu konie prawie każdej rasy i maści, a za każdym razem robisz wokół tego taki cyrk, jakbyś kupował zaczarowanego jednorożca! -Nie takim tonem młoda damo –zwróciła uwagę córce Pani Natalia -I to nie my mamy. Doskonale wiesz przecież, że to wszystko będzie należeć do Ciebie -Już setki razy mówiłam że konie mnie nie interesują, jeśli muszą tu być, niech będą ale zajmować się nimi nie mam zamiaru! -odpowiedziała rozdrażniona Ewa –Już dobrze nie kłóćcie się -odrzekł z czułością Pan Ireneusz. A wracając do mojego zakupu – uśmiechnął się przekornie w stronę córki –To kupiłem klacz zimnokrwistą -Co takiego? -zdziwiła się Pani Natalia -Przecież te konie nadają się do zaprzęgu! -No właśnie kochanie i tu się mylisz. To piękna klacz bretońska, maści dereszowatej, ma dobry rodowód, a do tego nigdy nie była zaprzęgana. Można ją też bezpiecznie dosiadać. A co najistotniejsze, jest źrebna! Kiedy pokazał mi ją Malecki, od razu poczułem, że musi się znaleźć w naszej stadninie -W takim razie faktycznie, musi być wyjątkowym koniem, kochanie. Nie mogę się doczekać aż ją zobaczę! -zawołała Pani Natalia, całując delikatnie męża w czoło. –Ewa, mam nadzieję, że pomożesz mi kiedy przywiozą Jutrzenkę? -ojciec przy każdej okazji próbował zaszczepić w córce pasję do koni. Przecież to jedyna i ostatnia dziedziczka tego wspaniałego dorobku. -Nie wiem czy znajdę czas -rzuciła obojętnie Ewa, wychodząc z jadalni. Natalia spojrzała czule na posmutniałą twarz męża -Nie martw się kochanie, ona jest w trudnym wieku -Wiesz, ja nie martwię się jej dojrzewaniem ale tym, że kiedyś cały dorobek życia naszej rodziny będzie musiał przejąć ktoś zupełnie obcy. – Przecież Ewa totalnie się w tym nie odnajduje. Owszem ma wiedzę teoretyczną na temat koni, wie jak zająć się stadniną, ale to tylko suche wiadomości. A do prowadzenia Ostoi trzeba głębokiej miłości i pasji. Zresztą sama wiesz co mam na myśli -Wiem kochanie, ale wiem również, że nie ma się co martwić na zapas i trzeba być dobrej myśli. O której przywiozą Jutrzenkę? –Właśnie! -podskoczył jak oparzony Pan Ireneusz, przyjedzie o trzynastej, a przecież trzeba przygotować specjalny boks dla niej, w końcu zostanie mamusią!!!
Ewa leżała w swoim pokoju na poddaszu. Przez dachowe okno obserwowała przesuwające się po niebie chmury. Z Alicją często lubiły wpatrywać się w obłoki i odnajdywać w ich kształtach różne przedmioty z otaczającego je świata, często ubarwiając je bogatą wyobraźnią. Śmiały się do łez, widząc krokodyle z kokardą na ogonie, galopujące mustangi w kapeluszach czy też źrebaki na szczudłach. Teraz, jednak chmury przypominały jej tylko kłęby szarego dymu, zasłaniające błękit nieba –Jak mogłaś mnie tu zostawić? -powiedziała cichutko, a po jej policzkach spłynęły łzy.
-Ewa!!! Ewa!!! Na schodach rozległ się krzyk Pani Natalii –Kochanie zejdź proszę na dół, Jutrzenka już przyjechała! Ewa nawet nie wiedziała kiedy zasnęła i zrobiło się popołudnie. Wyszła niechętnie na podwórko -I jak kochanie? Podoba Ci się Jutrzenka? -Koń jak koń. Nie różni się niczym od pozostałych, no może tylko tym że jest gruba. Ojciec udał, że nie słyszał tego nieprzyjemnego komentarza -Ewa możesz się nią zająć? –zapytał -Trzeba ją zabrać do boksu, nakarmić i wyczyścić. Niech się odpręży po podróży i zaklimatyzuje -A dlaczego ja to mam robić? Przecież w stadninie jest wystarczająco dużo pracowników by mogli się nią zająć –Ale ja proszę Ciebie o pomoc -powiedział stanowczo, poirytowany lekceważącym podejściem córki ojciec -To dobry, spokojny koń, praca z nim to sama przyjemność. A poza tym, wiesz dobrze ile mamy teraz pracy przed wystawą. Mam nadzieję, że dobrze zajmiesz się stadniną podczas naszej trzydniowej nieobecności -Chyba żartujesz?!!! -odparła oburzona Ewa -Poproście dziadka o pomoc na pewno się ucieszy! –Ewo -opanowując nerwy zaczął spokojnie Pan Ireneusz -Po pierwsze dziadek jest już starszym schorowanym człowiekiem i dobrze o tym wiesz, po drugie masz w tym doświadczenie. Pamiętasz jak kiedyś zostawałaś z Alicją i razem wszystkim się zajmowałyście? -Kiedyś to było kiedyś, a teraz jest teraz… -mówiąc to, szarpnęła za uzdę Jutrzenki i udała się w kierunku stajni. Pan Ireneusz i Pani Natalia patrzyli na oddalająca się Ewę z wyraźnym bólem i smutkiem. Doskonale zrozumieli słowa córki. Im również brakuje Alicji, nikt nawet nie przypuszcza jak bardzo to przeżyli i ciągle przeżywają. Ból po stracie ukochanego dziecka nigdy się nie kończy. Z pękniętym sercem musieli wrócić do codzienności. Nie mogli się załamać, mieli w końcu Ewę. Mieli dla kogo żyć, a konie i codzienna praca w stadninie pomogła im wyjść z głębokiej żałoby -Wiesz Irek, nie wiem czy to dobry pomysł, żeby Ewa została sama ze wszystkim -Nie zostanie sama, jest tu siedmiu ludzi do pomocy, zawsze może do nas zadzwonić. Jest też weterynarz w miasteczku w razie czego -odparł Pan Ireneusz -Czas przygotować się do wystawy, trzeba wybrać najlepsze konie. W końcu Ostoja od wielu lat wiedzie prym prawie we wszystkich konkurencjach –oznajmił Pan Ireneusz i razem ruszyli w stronę ogromnej stajni.
Nadszedł czas wyjazdu. Państwo Koseccy wybrali specjalne rasy na tą wystawę: dwa ogiery- Tortino (Knabstrup) i Pers (Koń trakeński) oraz dwie klacze- Olza (Koń lipiański) i Eliza (Arab) –No! Pora ruszać -powiedział wesoło ojciec. –Kochanie, pamiętaj byś dbała o Jutrzenkę, teraz wymaga specjalnej troski. Wypuszczaj ją na padok gdy jest pusty, nie chcę na razie by miała styczność z innymi końmi, kiedy jest w takim stanie. -Oczywiście dzwoń jakby się coś działo –dodała Pani Natalia. Dobrze już, dobrze. Nie jestem dzieckiem -odparła Ewa. -Tak, tak, poradzimy sobie na pewno -wtrącił Henryk, doświadczony stajenny, pracujący od lat w stadninie -Życzymy Państwu powodzenia i proszę bez nagród nie wracać! -żartobliwie dodał, machając odjeżdżającym właścicielom na pożegnanie. -No tak, to do pracy -skrzywiła się Ewa -Pójdę wyprowadzić tą ciężarną kobyłę na padok, a potem mam coś do zrobienia u siebie. Więc gdyby coś się działo, to wiesz Henryku gdzie mnie szukać -Oczywiście, ale czy nie przenieść koni z padoku do innego ogrodzenia? Pan Ireneusz wyraźnie mówił, żeby Jutrzenka była w odosobnieniu -Przecież nasze konie są bardzo spokojne i ułożone, podobno Jutrzence też niczego nie brakuje, więc nie widzę powodu by przenosić inne konie. Zobaczysz, szybciej się zaklimatyzuje -Jak panienka sobie życzy –odparł Henryk, choć nie do końca spodobało mu się zarządzenie Ewy.
Ewa leżała przy otwartym oknie i łapała ostatnie promienie zachodzącego słońca. Nagle usłyszała głośne rżenie konia. Było na tyle przerażające, że zwróciło jej uwagę. Wybiegła na dwór by sprawdzić co się stało. Na padoku stał blady jak ściana Henryk, drżącym głosem odganiał od biednej i wystraszonej Jutrzenki Atenę -piękną i silną klacz maści palomino. -Henryku co się stało?! -krzyknęła przestraszona Ewa. -To co przeczuwał Twój ojciec! Atena jest bardzo dominująca, nie polubiła Jutrzenki i zasadziła jej mocnego kopniaka. Miejmy nadzieję że nic jej nie będzie. Ewa również zbladła. Czuła niechęć do koni, ale na pewno nie chciała wyrządzić krzywdy jakiemukolwiek z nich. Wystraszona całą sytuacją zabrała Jutrzenkę do boksu. -No spokojnie, spokojnie, teraz już nic Ci nie grozi -Ewa głaskała klacz po grzbiecie. -Muszę przyznać że jesteś nawet ładna -ciągnęła spokojnie Ewa, na pewno spodobałabyś się Alicji, ona kochała takie klacze jak Ty. Nawet miała kiedyś całkiem podobną do Ciebie. Jutrzenka była coraz bardziej spokojna, uważnie słuchała głosu Ewy i patrzyła na nią dużymi, orzechowymi oczami. –Wszystko w porządku? – usłyszała zza pleców głos Henryka. –Wygląda na spokojniejszą. Chyba Cię polubiła??? -zauważył Henryk. -Nie sądzę, po prostu jest z natury spokojna, za mną raczej żadne konie nie przepadają Henryku. -Wszystko zależy od nastawienia -odpowiedział stanowczo Henryk. -No, czas na mnie, gdyby w nocy były jakieś problemy dzwoń bez żadnych oporów –zaproponował. –Masz do pomocy Zenka, ale on dopiero zaczyna. -W nocy?! -wykrzyknęła zaskoczona Ewa -No tak, przecież trzeba robić obchody. Kompletnie o tym zapomniałam. No koniki, pora spać i żeby mi żaden z was nie wpadł na pomysł rozrabiania i budzenia mnie z byle powodu! –oznajmiła wychodząc ze stajni.
Noc zapowiadała się spokojnie i nic nie wskazywało na niespodzianki. Gdy tylko Ewa przyłożyła głowę do poduszki, zasnęła kamiennym snem. W środku nocy obudził ją straszny łomot. To stajenny Zenek dobijał się do drzwi. Na wpół przytomna i rozdrażniona Ewa wstała, by mu otworzyć. Chłopak stał na progu, niezwykle przerażony. –Ewa!!! To Jutrzenka! Chyba zaczęła się źrebić!
-Dzisiaj?! Przecież to za wcześnie! -przerażona dziewczyna pobiegła się przebrać.
-Och nie! Dlaczego akurat dzisiaj! Co za wstrętna klacz, zrobiła mi to na złość! -burczała do siebie Ewa, zakładając pospiesznie buty.
Gdy dotarli do stajni, okazało się, że Zenek miał rację. Na szczęście Ewa wiedziała co robić, bo uczestniczyła w takich wydarzeniach. Jednak tym razem coś było nie tak, poród trwał już kilka godzin, a na dworze zdążyło się rozjaśnić. Klacz strasznie się męczyła, słabła z godziny na godzinę. Ewa zadecydowała -Dzwonię do lekarza Kwiatkowskiego! Jutrzenka wpatrywała się w Ewę swoimi orzechowymi oczami, jak gdyby chciała jej coś powiedzieć. Ewa czuła to wyraźnie, jednak jej wewnętrzna blokada nie dopuszczała tak skrajnych uczuć do konia. Nawet Zenek zauważył, że było w tym spojrzeniu coś niezwykłego. Na szczęście Pan Kwiatkowski zjawił się bardzo szybko. Mina weterynarza, kiedy zobaczył leżącą na sianie Jutrzenkę, mówiła sama za siebie. Stan jutrzenki był ciężki. -Panie doktorze, musi Pan coś zrobić! Ona nie może umrzeć! -błagała Ewa. Strach i troska zaczynały zagłuszać jej chłodną i zdystansowaną postawę. -Obawiam się Ewo, że klacz nie przeżyje porodu Źrebię również jest poważnie zagrożone, muszę więc wykonać cesarskie cięcie. Ewie napłynęły do oczu łzy -Jak to?! Przecież była zupełnie zdrowa!!! Nagle przypomniała sobie sytuację z popołudnia -Atena mogła jej coś zrobić –powiedziała z przerażeniem Ewa -Co masz na myśli? -dopytywał się Zenek, kiedy Doktor zabierał się do zabiegu. -Atena zasadziła kopniaka Jutrzence, to musiało wywołać jakiś krwotok lub guz. To moja wina… -Ewa zaczęła rzewnie płakać nad klaczą. -Panie doktorze błagam, niech Pan je ratuje! Niech Pan zrobi wszystko co w pana mocy, proszę!… Ewą targały straszne emocje, zaczęła odczuwać dziwną coraz mocniejszą więź z klaczą. Po długich zmaganiach lekarz wyciągnął źrebię. -Jest bardzo słabe, nie wiem czy przeżyje -zakomunikował lekarz -Nawet nie ma sił by wstać. Nie chcę źle wróżyć Ewo, ale wydaje mi się, że… Ewa nie dając dokończyć doktorowi rzuciła się w kierunku źrebaka, zaczęła go przecierać ręcznikiem, tak by było mu ciepło -No mały wstawaj proszę, wstań!!! Pokaż wszystkim, że jesteś silny! Nie możesz umrzeć, ja będę już zawsze z Tobą! Dalej ,uda Ci się!!! –krzyczała do małego źrebaka, połykając wielkie jak groch łzy. -Nie zostawiaj mnie teraz, jesteś mi potrzebny, a ja tobie! Nagle źrebię zaczęło delikatnie się podnosić. Nóżki miało wiotkie, niczym z gumy. -Panie doktorze, niech pan spojrzy. On będzie żył! -wołała podekscytowana Ewa. –Myślę, że jeśli się wywiążesz z tych obietnic, które mu tak ładnie składałaś, to wszystko będzie dobrze -zaśmiał się serdecznie Pan Kwiatkowski –Po tak ciężkim porodzie, Jutrzence też przyda się dobra opieka –dodał, pakując swoje rzeczy do torby.
Kiedy dwa dni później państwo Koseccy wrócili z obronionym tytułem, zastali scenę, za którą oddaliby wszystkie nagrody zdobyte przez lata. Radosna Ewa, trzymając w ręce butelkę pełną mleka, karmiła właśnie małego, karego ogierka i czule do niego przemawiała -Kto by pomyślał, że zostanę mamusią w tak młodym wieku? -zaśmiała się na głos. -Nie pozwolę Cię nigdy skrzywdzić i spróbuję pokazać Ci świat, jak najlepiej potrafię mój kochany. Teraz tylko nabieraj sił, bo jeszcze wiele przed nami. Pan Ireneusz zbliżył się do córki i z trudem opanowując wzruszenie zapytał: -Jak mu na imię? –Promyczek! -odrzekła Ewa, obdarzając ojca szerokim uśmiechem, po czym dodała -Razem z mamusią tworzą w naszej stadninie Promyczek Jutrzenki.
Jak się później okazało Promyczek Jutrzenki sprawił, że w smutnym sercu Ewy nastały piękne, słoneczne dni. Przyszła spadkobierczyni stadniny Ostoja, ku olbrzymiej radości rodziców, wstawała z uśmiechem co rano, dbając odtąd by, żadnemu mieszkańcowi stadniny niczego nie zabrakło.

Nazywam się Katarzyna Zawalska-Furtak. Swoją przygodę z końmi rozpoczęłam jako mała dziewczynka, szybko stała się to moją pasją, a teraz także sposobem na życie. Kurs instruktorki ukończyłam w 2003 roku w Lewadzie. W 2007 roku ukończyłam studia podyplomowe Hodowla Koni i Jeździectwo na Uniwersytecie Rolniczym we Wrocławiu, oraz kurs sędziowski w Lesznie. Obecnie pracuje jako instruktor rekreacji w zaprzyjaźnionej stajni. Prowadzę także treningi dla osób indywidualnych posiadających własne konie. Zajmuje się przygotowaniem do odznak jak i do egzaminu na trzecia klasę sportową. Czynnie sędziuje, posiadam druga klasę sędziowską w skokach przez przeszkody. W 2016 roku zostałam wybrana do kolegium sędziów w województwie śląskim.

Załaduj więcej powiązanych artykułów
Załaduj więcej artykułów tego autora Kasia
Załaduj więcej w opowiadania

Dodaj komentarz

Sprawdź też

A tak to się zaczęło…

Mała niewinna dziewczynka zawołała do mamy dziecięcym głosem: “patrz konik!” podbiegła, ni…