Startowa FUN&HOBBY ciekawostki „stara dąbrowa – odnaleziony dom”

„stara dąbrowa – odnaleziony dom”

13 min read
0
0
1,089
[et_pb_section admin_label=”section”][et_pb_row admin_label=”row”][et_pb_column type=”4_4″][et_pb_text admin_label=”Tekst” background_layout=”light” text_orientation=”justified” use_border_color=”off” border_color=”#ffffff” border_style=”solid”]

„Stara Dąbrowa – odnaleziony dom”

TO NIE MUSI BOLEĆ!

Jedziesz na przejażdżkę, robisz mały gest, a koń posłusznie wykonuje Twoje polecenia… Magia…?! Nie, to wspólna więź pomiędzy koniem a jeźdźcem. Trener  stadniny STARA DĄBROWA odkrywa przed Wami swoje tajemnice!

Sięgając pamięcią do czasu gdy stawiałem pierwsze kroki w moich kontaktach z końmi i jeździectwem odnoszę wrażenie, że najwyraźniejszym wspomnieniem jest uczucie zniewolenia.

Obserwując trening koni sportowych, czy jazdę rekreacyjną zadawałem sobie pytania: Czy nie można porozumiewać się z końmi inaczej niż tylko przy pomocy wędzidła? Czy prawidłowe ustawienie albo prowadzenie musi wiązać się z zadawaniem im bólu lub przynajmniej dużej niewygody w pysku?

Jeśli ktoś twierdził, że to wcale nie wiążę się z bólem prosiłem by pokazał mi jak potrafi spowodować by koń przyjął właściwą sylwetkę bez wędzidła. Nie spotkałem wówczas nikogo, kto potrafiłby to zrobić.

To utwierdzało mnie w przekonaniu, że moje wrażenie jest słuszne.

Wiadomo, że odpowiednie ustawienie konia pracującego pod siodłem jest niezmiernie ważne. Nie chodzi przecież tylko o jego wygląd, ale o zapewnienie prawidłowej pracy szkieletu. Jeśli o to nie zadbamy narazimy konia na urazy kręgosłupa i kończyn. Uniemożliwimy mu również prawidłowy rozwój mięśni.

Tak naprawdę jest to zamknięty krąg. Z jednej bowiem strony niewłaściwe ustawienie sylwetki uniemożliwia rozwój muskulatury, a z drugiej brak dostatecznie silnych mięśni uniemożliwia pracę w dobrym ustawieniu.

Zatem trenerzy pracujący z końmi w sposób mądry nie wymagają od nich zbyt wiele od razu. Stosując odpowiednie ćwiczenia, dostosowane do wieku i aktualnych możliwości konia pomagają mu rozwijać się harmonijnie.

Problem leży jednak w świadomości. Mianowicie to ludzie, a nie konie chcą być zawodnikami.  Ludzie, nie konie chcą korzystać z uroków jazdy rekreacyjnej czy uprawiać jeździectwo rajdowe.  Jednak ludzie różnią się od koni właśnie stanem tej świadomości.

Jeśli chcemy coś osiągnąć jesteśmy w stanie wiele poświęcić. Na przykład znosić niewygodę, wysilać się fizycznie czy psychicznie. Potrafimy nawet znosić ból. Wiemy bowiem, że przyniesie nam to konkretne rezultaty, których z tego czy innego powodu pragniemy. I właśnie z powodu tego naszego pragnienia robimy to wszystko dobrowolnie.

Konie nie pragną być zawodnikami i zdobywać medali. Nie marzą o chwili kiedy jakiś człowiek założy im siodło, zajmie miejsce na ich grzbiecie i każe nieść swoje sześćdziesiąt albo sto kilogramów przez las. Skąd zatem mają mieć motywację do pracy nad swoją sylwetką? Z jakiego powodu miałyby chcieć rozwijać mięśnie. Naprawdę nie widzą takiej potrzeby.

To właśnie główny powód dla którego sięgamy po wędzidło, ostrogi, wypinacze, bat. Nie umiemy wytłumaczyć koniowi, że takie czy inne ustawienie ciała jest dla niego korzystne więc zmuszamy go do pewnych ćwiczeń stosując przymus.

Są to powszechnie  stosowane metody treningowe i chcę powiedzieć, że choć osobiście ich nie lubię i nie stosuję, to jeśli taki trening prowadzony jest zgodnie z wiedzą z zakresu fizjologii i psychologii koni one najczęściej to znoszą.

Zdrowy psychicznie, w miarę zrównoważony koń potrafi dostosować się do takich narzuconych przez człowieka sytuacji i w efekcie osiągnięty zostaje założony  cel.

Zdarzają się jednak, wcale nie tak rzadko przypadki koni sprawiających kłopoty. Czasem są to konie o większej wrażliwości, a czasami takie, które trafiły na niewłaściwych ludzi. Mówiąc o niewłaściwych ludziach mam na myśli osoby nawykłe do stosowania przemocy jako jedynej metody na wszystkie problemy z końmi albo po prostu nie posiadający wystarczającej wiedzy merytorycznej.

Zdarzają się też konie,  po przebytych urazach fizycznych i psychicznych spowodowanych  wypadkiem. Są i takie (głównie w sporcie), u których doszło do czegoś co u ludzi określamy jako zawodowe wypalenie. 

Wszystkie lata spędzone z końmi były w moim przypadku poszukiwaniem możliwości  porozumiewania się z nimi.

Od samego początku towarzyszyło mi pytanie: Co zrobić by koń chciał, a nie musiał?

Dziś prowadząc własny ośrodek jeździecki Stajnia Stara Dąbrowa mam możliwość korzystania              z efektów przeszło  dwudziestoletnich poszukiwań odpowiedniej drogi.

Pracujemy tu z końmi w oparciu o zbudowane relacje partnerskie. To one sprawiają, że konie chcą     z nami być. Niczego nie  muszą, ale poproszone o cokolwiek robią to dla nas tylko po to, by być            z człowiekiem.

Odeszliśmy od wszelkich metod treningowych opartych na dominacji. Nigdy nie stosujemy kar. Konie, które trafiają do nas jako niezajeżdżone przyjmują pierwszego jeźdźca z całkowitą dobrowolnością. Wszelkie ćwiczenia mające na celu podstawienie zadu, ustępowanie czy zgięcie boczne mają charakter zabawy. Ta zabawa po pewnym czasie uświadamia koniom jak bardzo o nie dbamy pod względem ich rozwoju. Zaczynają doceniać prawidłowe ustawienie ciała, bo pozwala im ono szybciej  i sprawniej  bawić się z nami w ujeżdżenie czy skoki.

Zabawa jest jednym z najważniejszych motywatorów działania koni. Oferując im ją jako następny etap po zbudowaniu relacji  partnerskich możemy osiągnąć wspaniałe efekty.

Nigdy nie używamy przymusu ani nie stosujemy zadawania bólu czy straszenia bólem.

Zdając sobie sprawę z wymogów przepisów sportowych  oczywiście przyzwyczajamy konie do pracy   z wędzidłem. Zakładamy  je jednak dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że nie jest nam do niczego potrzebne.

W takim wypadku spełnia ono zadanie instrumentu porozumienia. Nigdy środka kontroli.

Udało nam się stworzyć miejsce do którego trafiają tzw.  konie po przejściach.

Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z urazem psychicznym, powstałym wskutek  złego traktowania, niewłaściwego  treningu, wypadku czy przeciążenia udaje nam się pomóc im odzyskać zaufanie do człowieka i w oparciu o zbudowane relacje przywrócić chęć do życia i pracy.
Mam wrażenie, że po ponad dwudziestu latach dotarłem do domu.

Znalazłem odpowiedź na pytania, które zadawałem od początku.

Można porozumiewać się z końmi nie zadając im bólu i nie tresując ich. Można  czerpać z tego ogromną radość.

W moim wypadku ta radość rodzi się ze świadomości, że konie, które są ze mną  nawet kiedy pracują mogą czuć się wolne.

 

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]
Załaduj więcej w ciekawostki
Załaduj więcej powiązanych artykułów
Załaduj więcej artykułów tego autora Joanna Jakobsen

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Nie wchodzę i już!

Lubisz pływać w jeziorze? Nie ma nic lepszego niż chłodne orzeźwienie w upalny dzień! Zdar…